„jęty był tylko smażoną kiełbasą z cebulką, którą mu ktoś zafundował. U nóg jego leżał wielki a również żółtawosiwy pies, ostatni towarzysz jego zbliżających się ku końcowi dni.
—Wyobraź sobie... Nigdy nie zgadniesz, jaka jest najulubieńsza książka Witkacego... — doszedł mecenasa głos jednego z poetów. — Rok rocznie, gdy bywam w Zakopanem, to go dla śmiechu odwiedzam. Na stoliku przy jego góralskim łóżku zawsze leżą różne Husscrle czy inna filozofia ścisła. Ale te książki się wciąż zmieniają. Natomiast jedna leży już tam chyba od jakichś trzech lat... A zdawałoby się tak do niego nie pasuje!...
— A jaka — spytał ktoś.
— Korsarz Conrada...
Wyszedłszy od Wróbla, mecenas Grossenberg skręcił w stronę ulicy Moniuszki. Tam już z oddali widniała tęczowa zorza oświetlonego wejścia do „Adrii" oraz drzemiące przed nim konie dorożkarskie z pyskami wetkniętymi w worki z owsem. „Adria" mieściła się w suterenie. Wysłane wzorzystym dywanem schody, miały po bokach mosiężne poręcze. Tu wszystko jarzyło się neonami. Lecz gdy tylko mecenas, oddawszy w szatni kapelusz i zapłaciwszy dwa złote za samo prawo wejścia do lokalu — wszedł na salę dansingową, otoczyła go różowa, wręcz jakby krwista pomroka. Zapachniało pudrem, perfumami i kobiecym półnagim ciałem. Z prawej — ciągnęła się przedługa lada barowa, z lewej były stoliki, świecąca się szklana podłoga oraz loże wypchane, rzekłbyś, do ostatniego miejsca. Oszołomiony i podniecony hukiem głosów, mecenas po części okrążył dansing, by wejść do amfilady wyścielonych dywanami a pomniejszych już sal, w których muzyka nie przygrywała i gdzie nie było parkietów przeznaczonych do tańca. Tu światło wydawało się jeszcze bardziej krwiste i pachniało upudrowaną nagością jeszcze mocniej. Grossenberg wytężywszy wzrok i tu także nikogo ze znajomych nie dostrzegł oprócz pewnego przystojnego a zarazem brzydkowatego pana siedzącego na kanapce w towarzystwie aktorek. Ukłonił mu się zaraz z podziwem, co zmieszany był z uczuciem wesołości. Ów przystojny a zarazem brzydkawy pan, rudawy blondyn o cokolwiek kobiecych wargach, był też aktorem, i to nie byle jakim. Jego kreacje shawowskich postaci skrzyły się takim komizmem, że potem i w życiu prywatnym nie sposób było nań patrzeć bez uśmiechu. Naturalnie kłaniając mu się, mecenas nie przeczuwał że może zaistnieć taka rzecz jak okupacja, w czasie której ów wielki aktor ukrywać się będzie gdzieś na wsi u proboszcza na plebanii, aż nie złapią go i nie rozstrzelają gestapowcy.“(2)
<<<< Ze względu na bardzo szczupłe
| Szkoła Mr Stokesa stała >>>>
Materace |catering warszawa |tanie opony