„— No, chodźmy zobaczyć, co tam słychać z kolacją — powiedział.
Przeszli przez ciemną sień wdychając woń świeżo zmielonej kawy. Bliżej kuchni poczuli zapach szynki smażącej się na blasze.
Gdy weszli do jasno oświetlonej kuchni, gdzie zgromadziła się reszta rodziny, Buck spojrzał na Gryzeldę zza uchylonych drzwi, przy których siedział na krześle. Na to, by go zobaczyć, musiała się obrócić. Patrzał na nią spode łba.
— Pewnie byś tam siedziała do tej pory, gdyby go nie zastrzelili, co
Już miała na czubku języka potwierdzającą odpowiedź, ale przygryzła wargi i zmusiła się do milczenia.
— Porządnieście się nagzili, co
— Proszę cię, Buck — szepnęła.
— O co prosisz Wolisz, żebym o tym nie gadał, prawda
— Nie mamy o czym rozmawiać. A zresztą powinieneś mieć jakiś wzgląd na Rozamundę.
Buck spojrzał na Rozamundę. Stała tyłem do niego i obracała szynkę na ruszcie.
— A mnie co brakuje Dlaczegoś musiała latać za tamtym Nie wystarczam ci, tak
— Proszę cięiv Buck, nie teraz.
— A jakeś już chciała ganiać z rozstawionymi nogami, to dlaczego, psiakrew, nie znalazłaś sobie kogoś lepszego Ten sukinsyn to był barani łeb. Barani łeb z Doliny!
— Nie ma na świecie takiego miejsca, gdzieby byli sami prawdziwi mężczyźni — odezwała się Jill. — Można ich znaleźć tak samo w Dolinie, jak na Wzgórzu w Auguście, czy na fermach dokoła Marion.“(11)
Katalog |karmienie piersią |lokata strukturyzowana